czwartek, 20 lipca 2017

Blogowe plany na lato (i parę ciekawostek).

Ostatnio na blogu jest raczej cicho. Oczywiście z jednej strony jest to efekt zwykłego braku czasu, ale to nie oznacza, że nic w sprawie bloga nie robię. Po prostu trudniej mi to teraz przekuć w regularnie umieszczane, treściwe wpisy.
Dlatego chciałem wpuścić Was za kulisy i pokazać parę z rzeczy na którymi pracuję.


Na początek kilka słów o tym co nie wyszło. Próbowałem zrobić w domu marynowany imbir do sushi, według tradycyjnego przepisu. Ocet ryżowy, sól, cukier, bez konserwantów i słodzików, które są w kupnym.


Imbir wyszedł, stoi w lodówce, w marynacie już dwa miesiące, nie psuje się ale jest bardzo mocny, niemal jak surowy. Czasem przegryzę plasterek i myślę co zrobić inaczej następnym razem bo nie jestem zadowolony z efektu na tyle, by puścić ten przepis w świat.
Macie może jakieś podobne doświadczenia, próbowaliście robić gari w domu lub w pracy?


Kolejnym, nomen omen, dużym tematem jest tuńczyk. Od paru miesięcy zajmuję się porcjowaniem całych ćwiartek tuńczyka. Jest to dla mnie nowe doświadczenie, wcześniej (poza paroma wyjątkami) dostawałem parokilogramowe, oczyszczone, pakowane próżniowo tuszki.

 (dla pokazania skali na desce leży nóż o długości ok 40cm)

Zbieram i porządkuję teraz materiały, z których powstanie potem kilka wpisów o różnej tematyce. Od porcjowania tuńczyka, przez przykładowe przepisy na wykorzystanie poszczególnych części, po parę słów o rybich fermach
Chcę też opisać czemu, mimo całej mojej sympatii dla diety wegetariańskiej, jako kucharz sushi pozostanę przy ograniczaniu ilości spożywanego mięsa, zamiast wyeliminować je całkowicie z diety.

Na moim facebooku wspominałem, że chcę zabrać się za naprawę noża: deba prosto z pudełka, jeszcze z nalepką. Dobra stal, dobra firma, tydzień niewłaściwego używania.


Sam nie jestem pewny co zamierzam z tym dalej zrobić. Rdzę usunąłem w kilkanaście minut, głównie na kamieniu 1k, ale to jest dopiero początek.


Całą długość ostrza pokrywają szczerby. W praktyce nóż teraz działa jak piła, zahaczając i szarpiąc mięso. Do tego w tych miejscach klinga jest bardziej wrażliwa i szczerby mogą się powiększać. Przed jakimkolwiek normalnym ostrzeniem i używaniem należy wyrównać całą krawędź tnącą, cofając ją o jakieś 2mm. Trzeba zetrzeć ją na kamieniach zachowując pierwotny kształt klingi. Przy okazji zrobiłbym jeszcze honba-tsuke (wyrównanie tej szerokiej na palec płaszczyzny która jest położona tuż za ostrzem).


Jest to zadanie wymagające czasu i wprawy i nawet chciałem się go podjąć, ale powstrzymuje mnie czynnik ludzki.
Ten nóż wszedł do normalnego użycia w pracy, razem z pozostałymi deba i yanagiba, które wszystkie są pordzewiałe i często poszczerbione.
Do tego kamień 1k którego bym używał na końcowym etapie naprawy jest cały czas wklęsły, mimo tego, że staram się go prostować gdy mam chwilkę. Niestety większość osób uważa, że fajnie jest szorować nóż szybkimi, krótkimi ruchami, tak by w powierzchni kamienia powstało wgłębienie o szerokości dwóch-trzech palców, biegnące na ukos przez środek. W ten sposób jest załatwiona góra, dół i oba boki kamienia.
Zobaczymy, może do końca wakacji coś wymyślę.


Na koniec mamy zdjęcie z porcjowania tuńczyka, kawałek od strony głowy. Można tu zobaczyć łuski większe od paznokcia, które przypominają bardziej płytki kostne. Im bliżej ogona, tym łuski są drobniejsze.


Dziękuję za przeczytanie, za tydzień chcę na pisać o tym, jak ja bym się zabrał do robienia sushi po polsku. Zdjęcia już czekają.

piątek, 7 lipca 2017

Herbata na lato i test japońskich kitkatów

Dziś mamy na tapecie dwie rzeczy: prażoną herbatę hōjicha i wafelki kitkat z zieloną herbatą matcha. Herbata o ciekawym, wyrazistym smaku, która jednocześnie nie jest aż tak delikatna by dodatek czegoś słodkiego zepsuł wrażenia z degustacji. Dobre połączenie, prawda?


Plan był dobry, niestety pierwsze podejście do japońskich kitkatów rozczarowało. Opakowanie jest ładne, ale te wafelki to głównie zabarwiona, słodka biała czekolada, przy której niewielki dodatek zielonej herbaty jest niemal niewyczuwalny.

Natomiast prażona herbata, to coś, czemu warto poświęcić trochę uwagi.

środa, 21 czerwca 2017

Dziesięć akcesoriów kuchennych

W każdej kuchni można znaleźć przynajmniej klika przedmiotów bardziej wyspecjalizowanych niż zwykłe noże, deski i patelnie. Nie inaczej jest w sushi. Dziś przygotowałem dla was listę dziesięciu z nich, razem z krótkim komentarzem i oceną. Bez przydługich wstępów zapraszam do lektury.


1. Rękawiczki


Kilka lat obywałem się bez nich, a teraz niemal się uzależniłem. Dalej potrafię robić sushi tworząc na dłoni warstewkę kleiku ryżowego i wody, jednak widzę, że taka praca jest wolniejsza i wymaga więcej skupienia. W biznesie gdzie liczy się ile zamówień jestem w stanie zrobić w ciągu godziny odzwyczaiłem się i chętnie korzystam z tego ułatwienia.

Osobom początkującym oferują prostą odpowiedź na pytanie: "Co zrobić, by ryż nie kleił się do placów?". Ubrać rękawiczki, nałożyć i wetrzeć w nie kroplę majonezu/oleju. Robić sushi.

Najczęściej wykonywane są z winylu lub lateks, z pudrem albo bez. Ponieważ lateks i puder mogą uczulać niektóre osoby, to najbezpieczniejszym wyborem są winylowe bez pudru. Nie wiem od czego to zależy, ale do rękawiczek niektórych marek ryż lepi się nawet po natłuszczeniu.Trzeba wybrać dobre metodą prób i błędów.

Na zdjęciu rękawiczki produkcji japońskiej, droższe od standardowych, ale dużo lepszej jakości. Ryż się do nich nie klei (nawet bez natłuszczenia) i są na tyle luźne, że po ściągnięciu można nałożyć je powtórnie.

Minusem rękawic jest to, że o wiele gorzej czuć fakturę ryżu i praca w nich jest mniej precyzyjna.

czwartek, 8 czerwca 2017

Robot do sushi

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o robotach robiących sushi, wyobraźnia od razu podsunęła mi parę obrazów. Być może odrobinę za bardzo sugerowałem się tym, co można zobaczyć w mandze i anime. Nie pomogła wcale renoma Japonii, jako kraju wysoce zaawansowanego technicznie.

W każdym razie spodziewałem się wysięgników, mechanicznych dłoni, może jakichś humanoidalnych kształtów, ale nie czegoś takiego:


Rozczarowanie przyszło, poszło, a robot został. Urządzenie, które pozwala robić sushi szybko, wygodnie i bez konieczności wieloletniego treningu. Czy to oznacza, że suszacy przestaną być potrzebni? Nasz czas się kończy?

Krótka odpowiedź brzmi: nie, przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości. Dłuższą możecie przeczytać poniżej, razem z opisem działania tego ustrojstwa.